Zapraszam na drugą część opowieści i zdjęć z Tacloban w kilka dni po ataku tajfunu Haiyan.
Pierwszy fragment jest tutaj – KLIK.

Listy zaginionych wisiały w wielu miejscach. Zapewne znaczna część pasażerów mojego samolotu przyleciała tu żeby na własne oczy sprawdzić co stało się z ich rodziną i znajomymi. Mieszańcy Tacloban, którzy nie zostali ewakuowani schronili się w kościołach, budynku biblioteki i innych murowanych budowlach, które choć mocno zniszczone przetrwały tajfun. Wielu z nich zamieszkało w prowizorycznych miasteczkach namiotowych rozlokowanych w różnych częściach miasta.

.
Bazylika Świętego Dzieciątka

Kościół stał się ich tymczasowym domem

.
Na ulicach zaczął pojawiać się mały handel. Ktoś upiekł prosiaka, ktoś złowił ryby, dzieciaki sprzedają colę być może zdobytą z ruin pobliskiej fabryki Coca-Coli, ktoś ma papierosy. Największe oblężenie przeżywały warsztaty rowerowe i motocyklowe. Na jednym z takich straganów zostałem poczęstowany właśnie takim pieczonym prosiakiem – a właściwie chrupiącą skórą… nie było to zapewne zbyt rozsądne ale w takich chwilach pokazujesz, że nie jesteś tu tylko żeby robić zdjęcia ale także po to żeby przystanąć, pogadać, posłuchać, a po wielu mieszkańcach było widać, że chcą podzielić się swoją historią.

W takich chwilach ludzie często zadają sobie pytanie dlaczego właśnie nam się to przytrafiło?… a ponieważ Filipiny to kraj bardzo religijny (ponad 90% to Chrześcijanie ) odpowiedzi szukają u Boga. W kilku przypadkach usłyszałem, że jest to kara za grzechy…

Połamane palmy, zniszczone domy, potłuczone samochody – supertajfun podczas uderzenia w wyspę miał prędkość w porywach nawet do 315 km/h. Nie potrafię sobie wyobrazić takiej siły i 4m ściany wody, która wlała się na ląd niszcząc wszystko na swojej drodze.

Więcej zdjęć w trzeciej części (3-KLIK)

Ciekawy temat? Podziel się  nim ze znajomymi korzystając z przycisków społecznościowych poniżej i polub Lotoholika na Facebook’u www.facebook.com/lotoholik