W moim backpackerskim życiu spałem już w dziesiątkach hosteli. Niektóre są zajebiste, inne całkiem  znośne… ale zdarzają się także totalne nory, w których śpisz tylko dlatego, że nie masz kasy na nic lepszego. Zanim zarezerwujesz kolejny nocleg w takim przybytku przeczytaj uważnie ten wpis.

1. Prześcieradło na czymś co nazywa się łóżkiem a wygląda jak więzienna prycza nie było zmieniane od kilku tygodni… Nie jestem nadmiernie brzydliwy i mogę spać w „trudnych” warunkach ale 2 w życiu razy nie odważyłem się rozebrać do snu. Prześcieradło zaliczyło przede mną chyba już ze 100 gości i zapewne nie byłem ostatnim, który się na nim położył… tamte noce przespałem „na strażaka” w pełnym rynsztunku z głową na kurtce zamiast na poduszce. (Miejsce: okolice Khao San Road w Bangkoku – Tajlandia oraz jakaś nora w Jaipur w Indiach).

2. Po dniu ciężkiego zwiedzania w sobotni wieczór trafiasz do pokoju wieloosobowego (ang. dorm) ze zgrają nawalonych  backpackerów, którzy z braku kasy na wyjście na imprezkę zdecydowali się zrobić ją w waszym pokoju… Jedyna opcja – przyłączyć się do imprezujących… około 4 nad ranem wszyscy padną z wycieńczenia (Miejsce: wszędzie a zwłaszcza w „droższych krajach” bądź imprezowych miejscowościach).

 

3. Na perfekcyjnie pościelonym przez ciebie łóżku, wieczorem pojawia się jakaś zapita morda, której nie da się wywalić (lub lepiej tego nie robić) z dawniej-twojego łóżka.  Miejsce (Londyn i kilka innych) Moja metoda: zostawić śmierdzące skarpetki, majtki i koszulkę na łóżku żeby tym samym zaznaczyć swoją obecność…

4 Zniknięte parówki. Za ostatnie funciaki, eurosy czy inne skandynawskie korony kupujesz w Lidlu najtańsze żarcie i przecenione banany żeby przeżyć za półdarmo . Zostawiasz to w lodówce lub gdzieś tam, opisujesz zgodnie z zasadami, że to twoje i że nie ruszać – wracasz i… zniknięte. Niestety takie rzeczy zdarzają się wszędzie – najbardziej boli jeżeli z kasą krucho i Lidl już zamknięty. Niektórzy robią poszukiwania ale zwykle bez efektu. Metoda – brak – przecież nie wszystko da się schować w szafce :(

5. Cena noclegu obejmuje tylko łóżko i prześcieradło – za wszystko inne zapłacisz dodatkowo… To jest temat rzeka – ile hosteli tyle metod. Do braku śniadania można się przyzwyczaić . Często musisz płacić za wynajem ręcznika (tu miłe zaskoczenie – w Barcelonie w recepcji usłyszałem – od Polaków nie biorę… 2 euro zostało w kieszeni…)
Wkurzające są szafki zamykane na kłódkę ale bez kłódki – jeżeli musisz – kupujesz… tylko co potem zrobić z kolekcją kłódek przywożonych co jakiś czas ze świata…
Rozwaliła mnie natomiast kaucja za sztućce i talerze w wielu australijskich hostelach. Niby nie boli, bo kasa wraca ale wypożyczanie i oddawanie co chwilę talerza jest lekko upierdliwe. Metoda – czytać DOKŁADNIE opisy hosteli + szybkoschnący ręcznik i mała kłódka zawsze się przyda w plecaku. Talerzy zabierał nie będę.

6. Brak darmowego Internetu – płatne WIFI. Tego chyba nie muszę tłumaczyć w XXI wieku. Hostele w większości krajów są ostoją darmowego Internetu. W Australii  praktycznie wszędzie kazali sobie za ten luksus płacić (nawet 3-4 dolce za godzinę) – żenujące!!! Łaski bez… – kupiłem sobie lokalnego SIMa i miałem 1GB internetów za 12 dolców.

7. Last but not least – recepcja lub wejście do hostelu otwarte 7:00-11:00 rano i 15-22 po południu. Na szczęście takie przypadki są coraz rzadsze ale nadal można na nie trafić, zwłaszcza w państwowych schroniskach zrzeszonych w sieci HI. Czy oni jeszcze nie zauważyli, że tanie linie latają o świcie i późno w nocy i żeby się zameldować / wymeldować trzeba mieć kogoś na recepcji przez całą dobę??? Miejsce: ostatnio mój znajomy nie dobił się do drzwi hotelu po 22-ej – w Warszawie!!! Metoda: omijam z daleka takie miejscówki.

Jak 7 to 7 – zapomniałem o czymś? Napisz w komentarzu… Tylko nie pisz, że jak się nie podoba to śpij w Marriocie – bo już tam sypiam – a hostele i tak lubię ;)

Ciekawy wpis? Podziel się nim ze znajomymi korzystając z przycisków społecznościowych poniżej i polub Lotoholika na Facebook’u www.facebook.com/lotoholik Dziękuję!!!