Kiedyś dużym wyzwaniem było przetrwać w dżungli, dzisiaj kiedy dżungla w Angkor Wat została już dawno przetrzebiona musimy walczyć z innymi turystami…

Przez ostatnie dwa dni zwiedzaliśmy świątynie Angkoru położone w okolicach Siem Reap. Przez te miejsca codziennie przewijają się tysiące turystów  i każdy z nich chciałby żeby to właśnie jego zdjęcie było najpiękniejsze i wyjątkowe. Nie ważne czy masz zwykłą „małpkę” czy profesjonalna lustrzankę musisz odczekać swoje aby ustrzelić wymarzona fotkę. Chwilami wydawało mi sie, ze gdybym sprzedawał miejscówki w kolejce do obowiązkowego zdjęcia w pozycji „na Larę Croft” z Tomb Rider w świątyni Ta Phrom, zarobiłbym krocie…

 

W planie zwiedzania mieliśmy malowniczy zachód słońca z widokiem na Angkor Wat ale na szczęście tego wieczoru słonce zdecydowało, że nie zajdzie ładnie więc ludzi na szczycie świątyni Phnom Bakheng nie było aż tak wielu…

Przez ostatnie dni  w moich turystach wzrastała żądza zakupów

Zorganizowałem im wyjazd na nocny targ w Siem Reap… półtorej godziny szopingu  i wiele problemów zostało rozwiązanych… szale, chusty, koszulki, rękodzieło, podrabiane Rolexy, Ray Bany,  majtki Calvin Kleina  i co tylko można sobie wymarzyć – wszystko za „one dolar Mister” ewentualnie „good price – only for you beautiful boy – you are so handsome – buy here Mister” dawno nie usłyszałem tylu komplementów i niedwuznacznych propozycji od płci obojga. Ewentualnie można było wybrać „fish massage” czyli delikatny peeling nóg w wykonaniu rybek – dla zwiększenia zainteresowania klientów nad tego typu miejscami wisiała informacja „NO PIRANIA”.

Powrót z szopingu jak zwykle z przygodami..

 Nasz kierowca podjechał po nas o umówionej godzinie – niestety nie zauważył, ze złapał gumę… no i po zawodach – transport diabli wzięli! Ale od czego są tuk- tuki - zamówiliśmy 3 i na wyścigi pojechaliśmy do hotelu… – można powiedzieć jak w reklamie – „jazda tuk-tukiem 3 USD – wrażenia bezcenne ;)”

W tej chwili siedzimy w saloniku linii lotniczej w Bangkoku czekając na lot do Rangunu w Birmie. Moja ekipa zajada sie darmowym „sticky rice” czyli zawiniętym w liść bananowca klejącym ryżu, zmieszanym z bananem, mleczkiem kokosowym i fasola… pyszota.

Za kilka godzin zmieniamy krajobraz ze świątyń Angkoru na opływające zlotem buddyjskie stupy w Birmie… Czekajcie na dalsze relacje i polecajcie stronę znajomym.