W drugiej części podsumowania zajmiemy się Kopenhagą, Japonią, Oslo i Islandią…

MARZEC – KOPENHAGA
Za rozsądne 28PLN w dwie strony WizzAir’em do Malme w Szwecji, skąd już tylko rzut beretem dzieli mnie od Kopenhagi, do której docieram polskim busem firmy Neptunbus. Na miejscu tradycyjny schemat… rano Free Walking Tour czyli lokalsi oprowadzają po najważniejszych miejscach w zamian licząc na rozsądny napiwek. Sknery w większości krajów dają około 5 EUR, 7-10 to najpopularniejsza stawka. Na koniec jak zwykle garść bezcennych wskazówek, gdzie zjeść żeby nie zbankrutować i gdzie imprezować za rozsądną cenę…
Skandynawowie pomimo płacenia najwyższych podatków w Europie są uznawani za  najszczęśliwsze nacje w tej części globu… Może w przypadku Duńczyków jest to także zasługa słynnej hippisowskiej dzielnicy Christiana, gdzie w nieskrępowany sposób można oddawać się zakazanym gdzie indziej przyjemnościom życia np. kupując odpowiednie zioło na małym ryneczku i paląc je potem z rozkoszą – oczywiście ja tego NIE robiłem ;)
Gustującym w nieco mniej wyrafinowanych używkach  polecam wizytę w fabryce / muzeum Carlsberga. Bilet wstępu zawiera kupon pozwalający na degustację złocistych trunków. Pierwszy wodopój jest tuż po wejściu do muzeum – jak sądzę dla rozjaśnienia umysłu przed mozolnym zgłębianiem tajników warzenia piwa. Reszty zwiedzania nie pamiętam… wiem tylko, że pomimo końcówki marca było bardzo zimno.
KWIECIEŃ / MAJ – JAPONIA
Tego wyjazdu nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach… Zaczęło się od błędu taryfowego w Alitalii. Dzięki niemu wszedłem w posiadanie biletu do Tokio za 88 EUR (około 365PLN) na trasie Mediolan – Tokio – Bari. Bilet miał tylko jeden mankament. Pozwalał na pobyt w Japonii trwający tylko 4 godziny. Na sushi by wystarczyło ale na zwiedzanie już nie. Wykorzystałem go zatem tylko w jedną stronę. Powrotny bilet na trasę Osaka – Warszawa kupiłem za uciułane przez ostatnie lata mile lotnicze w programie Miles&More. Lot Lufthansą w klasie biznes zgodnie z hasłem: podaruj sobie odrobinę luksusu. Na miejscu zwiedziłem kilka miast i miasteczek: Tokio, Kioto, Kanazawa, Kamakura, Niko, Nara, Osaka i Hiroszima. Byłem też u podnóża góry Fuji. W połowie wyjazdu moja lustrzanka odmówiła posłuszeństwa i musiałem kupić awaryjnie drugi aparat. Na szczęście okazało się, że elektronika jest tam znacząco tańsza niż w Polsce więc dramatu nie było. Największym zaskoczeniem tego wyjazdu była jednak przygodna znajomość z panią w starszym wieku, która zaowocowała spędzeniem z nią fantastycznego dnia w okolicach Tokio… bez żadnych zobowiązań zostałem oprowadzony po kilku muzeach, zrywałem herbatę na małej plantacji, zjedliśmy pyszny lunch i na dodatek wszędzie czekała na nas taksówka. No cóż  - więcej szczęścia niż rozumu.
CZERWIEC – OSLO
Na Dzień Dziecka  wybrałem się do Oslo. Bilet WizzAir do Torp – 34 PLN w dwie strony. Bus do miasta od 85PLN. Akurat trafiłem na jakiś festiwal bo na praktycznie każdym skwerze, parku, boisku były w ten weekend rożne koncerty i performance. Moje hajlajty tego wyjazdu to skocznia narciarska w Holmenkollen, z której można „zlecieć” na linie i kontrowersyjny park rzeźby Vigelanda, gdzie wystawiono dziesiątki rzeźb przedstawiających nagie postaci baraszkujące w różnych pozycjach. Najsłynniejsza jest rzeźba Sinnataggen wkurzonego małego chłopczyka, którego podobno należy złapać za… co kto tam chce, żeby mieć później szczęście… hmmm w Polsce taki park byłby już dawno zaorany a figury przetopione na czołgi. Co kraj, to obyczaj…
LIPIEC – ISLANDIA
Za sprawą kupionego dużo wcześniej biletu na trasie Londyn – Reykjavik (za 413 PLN) Udało się wreszcie ziścić moje marzenie – zobaczyłem Islandię – krainę lodowców, wulkanów, gorących źródeł i trzęsień ziemi. Oczywiście pierwszą osobą, którą spotkałem na miejscu był polski kierowca autobusu miejskiego w Reykjaviku…a pierwszy zakup w spożywczym to Prince polo…
Później było już raczej bezludnie… przez niemal tydzień przejechałem wynajętym Citroenem C3 – 2281km. Autko robiło też kilka razy za noclegownię a chwilami udawało terenówkę. Koszt wynajmu około 360 euro + paliwo 700pln. Widoki… bezcenne!
Tylko raz udało mi się zagrzebać samochód w pyle wulkanicznym (a pan w wypożyczalni ostrzegał!!!), raz zachwycony widokami nie zauważyłem zakrętu, a tak poza tym nuda: pola, łąki, fordy, maskonury, górki, dołki, siara dymi z głębi ziemi, lodowiec, wulkan Eyjafjallajökul (ten od paraliżu lotniczego w 2010r.) koń, krowa, owca, droga na Ostrołękę… nuda! ale dla tej nudy muszę tam jeszcze wrócić! Piękny kraj!!! aha – no i słońce praktycznie nie zachodzi ;)
Ciąg dalszy nastąpi… zostały nam jeszcze: Dubaj, Abu Zabi, MALEZJA, INDONEZJA, Berlin, Göteborg, Amsterdam, Nicea, Cannes, Monako, Luksemburg, FILIPINY

Ciekawy temat? Podziel się  nim ze znajomymi korzystając z przycisków społecznościowych poniżej i polub Lotoholika na Facebook’u www.facebook.com/lotoholik Dziękuję!!!