Nie wiem czy Wy też tak macie ale kiedy muszę zaplanować urlop na kolejny rok, patrzę na te marne 26 dni, które mi przysługuje i przeklinając pod nosem mówię sobie… znowu qrna będzie za mało.
Pomimo tych braków udało się jednak dolecieć w kilka miejsc w tym roku: Barcelona, Londyn, Ateny, Budapeszt, Kopenhaga, Mediolan x2, JAPONIA, Frankfurt, Oslo, ISLANDIA, Dubaj, Abu Zabi, MALEZJA, INDONEZJA, Berlin x2, Göteborg, Amsterdam, Nicea, Cannes, Monako, Luksemburg, FILIPINY.
Pod względem ilości urlopu ten rok był jednak specjalny bo pierwszy raz w życiu poprosiłem o urlop bezpłatny i go dostałem!!! Dzięki temu miałem dodatkowe 3 tygodnie wakacji.

Zacznijmy zatem od początku: STYCZEŃ – BARCELONA
Tak naprawdę był to wyjazd na Sylwestra. W sumie nic specjalnego – Wizz Air  z Warszawy (powinien być z Modlina ale kilka dni wcześniej zaczęli tam zwijać asfalt na pasie startowym więc szczęśliwie mogłem polecieć z Okęcia aka. Chopin Airport). Na miejscu bez fajerwerków – i to dosłownie. Hiszpanie nie obchodzą Sylwestra tak hucznie jak my, nie było miejskiego Sylwestra, fajerwerków itp. Na Placu Katalońskim (Placa de Catalunya) zebrało się trochę ludzi – zegar wybił północ – życzenia w gronie znajomych, buzi i do domu lub na imprezkę… Jedyną rozrywką było rzucanie zużytych butelek po szampanie do wygrodzonych stref na La Rambli (głównym deptaku). Co odważniejsi, odpowiednio już znieczuleni, wchodzili do środka tych stref i liczyli zapewne, że dostaną taką butelką w łeb. W jednym z zaułków dwóch chłopaków pod pretekstem noworocznego uścisku próbowało skroić mój portfel ale w porę się odwinąłem i uciekłem.
W jednej z promocji ustrzeliłem nocleg za jedyne 30 EUR za noc w bardzo przyzwoitym 4* Hotelu Solvasa Barcelona . Dla porównania za hostel Center Ramblas blisko La Rambli zapłaciłem 25,5 EUR za łóżko w 4-osobowym dormie. Jedynym plusem tamtego hostelu była lokalizacja i dziewczyna z Polski, która powiedziała, że od Polaków nie bierze 2 EUR za wypożyczenie ręcznika ;)
Powrotny lot miałem niestety do Katowic… (1 stycznia nie było Wizza do Warszawy). Czekała mnie więc walka o miejsce w Intercity do stolicy. Na szczęście dostawili jeszcze jeden wagon i na siedząco!!! dojechałem do domu. Aha – jeszcze jedno szczęście mnie spotkało – na chodniku znalazłem dowód osobisty należący do p. Joanny Opozda znanej z serialu Pierwsza Miłość. Wymieniliśmy serdeczności przez Facebooka i na tym zakończyła się moja pierwsza tegoroczna miłość ;)

Pod koniec stycznia poleciałem kolejny raz do Londynu (a właściwie do Luton bo tam lata Wizz Air). Na szczęście asfalt w Modlinie zwijali przez kilka kolejnych miesięcy więc leciałem znowu z Warszawy. Bilet był dosyć tani – około 65 PLN w dwie strony. Tani bilet to oczywiście dopiero połowa sukcesu. Z Luton trzeba dostać się do Londynu… Na szczęście rezerwując wcześniej można ustrzelić bilety na easybus już za 2 funciaki w jedną stronę…
Na dodatek zupełnie przez przypadek trafiła się w tamtym okresie promocja w sieci Holiday Inn w UK, która pozwalała zarezerwować pobyty w tych 4* hotelach za skromne 20,12 Funta ( czyli za nieco ponad 100 PLN). Przemiła dziewczyna w recepcji hotelu Holiday Inn London – Kensington Forum (oczywiście Polka) zaoferowała upgrade – przeniesienie do lepszego pokoju na wysokim piętrze w zamian za zapisanie się do ich programu lojalnościowego – no cóż trzeba brać jak dają ;)
A Londyn… no cóż… Westminster, resztki wyprzedaży w Harrodsie, klimatyczny pchli targ Camden Market, Notting Hill i moje odkrycie tego wyjazdu Little Venice położona nad Kanałem Grand Union – rewelacyjne miejsce na popołudniowy spacer…
LUTY – ATENY
Miało być pięknie – bilet kupiony na Expedii za około 295 PLN – cena przyzwoita. Niestety lub stety po pewnym czasie okazało się, że LOT nie chce już latać zimą do Aten więc na infolinii przebookowałem rezerwację na Lufthansę. W jedną stronę przez Monachium, powrót przez Frankfurt. W sumie poza wydłużonym czasem przelotu nic nie straciłem a nawet zyskałem 2 dodatkowe odcinki do statusu w programie Miles&More, dodatkowe mile, 2x więcej kanapek i napitków na pokładach ;) i możliwość skorzystania z bezpłatnej kawki/czekoladki/herbatki na w/w lotniskach. Właśnie za te darmowe płyny bardzo polubiłem niemieckie airporty ;)
Ateny – ruiny, ruiny, historia, znowu ruiny [przyp. autora: sorry Dagmara - nie wiem co Ty tak lubisz w tej Grecji ;) ], kryzys, witryny zabite dechami, dobre jedzenie, tanie hotele – bo kryzys (20 EUR za dwójkę ze śniadaniem w rozsądnym miejscu – Hotel Neos Olympos), niskie ceny – w Zarze obkupiłem się na najbliższe 3 lata (osobnego artykułu wymaga kwestia – dlaczego ZARA w PL jest droższa niż wszędzie w zachodniej Europie!!! – nie wierzysz – oderwij naszą cenę i zobacz kwotę w euro).
Ciekawostka – we wszystkich sklepach, restauracjach itp. wisi info, że jak nie dostaniesz rachunku to masz towar za free… (taka lokalna forma walki z niepłacącymi podatków) sprawdziłem – nie działa, nie ma rachunku, za free też nic nie ma ;)
MARZEC – BUDAPESZT
Lubię to miasto – tani bilet Wizz Air (tym razem za 26 PLN w dwie strony), dobry dojazd do centrum, baseny termalne, klimat CK Dezerterów, Dunaj, mosty, góra Gellerta, dużo zieleni, wyspa Małgorzaty, wzgórze zamkowe, ciekawe muzea, pyszne jedzenie…
W temacie jedzenia polecam bistra działające na zasadzie „all you can eat”czyli jesz ile wlezie ;) gdzie można popróbować różnych lokalnych smakołyków.
Tym razem nocleg udało się zarezerwować w 4* Hotelu Ambra sieci Best Western - bardzo dobra lokalizacja niedaleko pierwszej linii metra – cena ze śniadaniem około 125 PLN za dwójkę. W pamięci pozostanie mi jednak na długo poprzedni nocleg w Budapeszcie,  kiedy to o ile dobrze pamiętam w hostelu California dostałem pokój zaaranżowany na cmentarz… Zamiast łóżka było coś na kształt trumny, pokój miał czarne ściany z wymalowanymi krzyżami i innymi cmentarnymi akcesoriami – coś w klimacie  Lorda Drakuli i Czesia z Włatców Móch – to była niezapomniana noc…
A propos muzeów – pierwszy raz trafiłem do muzeum – szpitala w skale. Świetnie zachowany z czasów WWII, wykorzystywany także w okresie zimnej wojny jako bunkier przeciwatomowy. Wszystko schowane głęboko w wapiennych korytarzach wydrążonych we wzgórzu zamkowym – zdecydowanie warto zobaczyć.
W ramach niedzielnego spaceru przejechałem się kolejką pionierów (dziecięcą). Trącącą nieco czasami socjalizmu kolejka wąskotorowa obsługiwana jak za dawnych czasów wyłącznie przez dzieci. Trasa prowadzi przez malownicze pagórki Budy. Jak sugerują bywalcy warto wysiąść na stacji Janos-hegy żeby po krótkim spacerze zobaczyć Budapeszt z wieży widokowej – Wieży Elżbiety, a później wrócić do cywilizacji wyciągiem krzesełkowym.

Ciąg dalszy nastąpi…

Ciekawy temat? Podziel się  nim ze znajomymi korzystając z przycisków społecznościowych poniżej i polub Lotoholika na Facebook’u www.facebook.com/lotoholik Dziękuję!!!