Historia kołem się toczy… lata temu kiedy na rynek wchodziły pierwsze komórki był to zestaw złożony z dużej baterii i słuchawki. Dzisiaj coraz częściej okazuje się, że nasze smartfony rzadko wytrzymują „na baterii” więcej niż dzień i trzeba je niemal ciągle ładować. Niedawno odkryłem rozwiązanie moich problemów -> POWERBANKI czyli zapasowe baterie, które pozwalają na doładowanie iPhone’a, telefonu, laptopa czy innej elektroniki – małe, zgrabne i zawsze pod ręką…

Jako, że należę do ludzi oszczędnych (5 lat studiów w Krakowie zobowiązuje…) spędziwszy dzień na poszukiwaniach znalazłem na allegro coś takiego: 

Teoretycznie ustrojstwo powinno mieć pojemność 5600 mAh czyli lekko licząc około 3 pojemności baterii mojego iPhone’a. Cena zachęcająca – 69,99 PLN, szybka wysyłka – po prostu SUPER OFERTA. Notabene zakup był planowany z myślą o zbliżającej się wyprawie na Filipiny więc zależało mi na nim mocno…

Towar przyszedł i niestety okazało się, że jak to zwykle ten mały chiński badziew zamiast ładować 4 razy z trudem daje radę półtora. Szybka reakcja – na szczęście sklep bez jęków uznał reklamację (szacun!!!), oddał kasę i po kłopocie (no może poza kilkoma złotymi za przesyłkę ze zwrotem).

W efekcie kupiłem na szybko w tradycyjnym sklepie Powerbank firmy pqi. Wybór padł na i-Power 5200 mAh (100PLN) – pojemność mniejsza ale bez ściemy – wystarcza na 3 ładowania i jakby Mikołaj przyniósł mi coś w podobie tylko większe żeby dawało radę z ładowaniem tabletu to bym się chyba nie obraził… Jaki morał z tej bajki? Po raz kolejny okazało się, że tanio niestety nie znaczy dobrze :(
Ciekawe ile jeszcze razy popełnię ten sam błąd…

aha – to nie jest tekst sponsorowany…

Interesujące? Podziel się  ze znajomymi korzystając z przycisków społecznościowych poniżej i polub Lotoholika na Facebook’u www.facebook.com/lotoholik